Wiecej luzu agencjo!

January 13th, 2007 by CyberScyzor


Tak, tak, dobrze jest brac przyklad z najlepszych. 10 stycznia jedna z najlepszych agencji interaktywnych na swiecie miala uruchomic swoj nowy, powalajacy na kolana serwis www. Ta agencja jest group 94 z Belgii. Stalo sie inaczej, jednak styl w jakim z tej sytuacji wybrneli mnie osobiscie powala na kolana.
Mozna powiedziec ok sa jedni z najlepszych na swiecie, nie musza  nic udowadniac, stac ich na takiego “stajla”. Ale ja mysle, ze to kwestia mentalnosci, to cos czego mi w swiatku interaktywnym brakuje. Zapraszam sie do zapoznania z jedna z najbardziej oczekiwanych premier website’u w swiecie interekatywnym… Pospieszcie sie, bo zaraz moze zniknac:

http://www.group94.be

Zapomnij o zyskach, nadchodzi ekonomia uwagi

January 9th, 2007 by CyberScyzor


“Attention culture” haslo klucz ostatnich kilku miesiecy. Kultura oparta na uwadze, ekonomia oparta na uwadze.
Nie jest istotne czy przynosisz zyski, nie jest wazne rowniez, czy kiedykolwiek twoj biznes bedzie je przynosil. Najwazniejsze zeby byl w centrum uwagi. Dopoki jest modny, dopoty mozna go sprzedac z zyskiem, komus kto mysli, ze inwestuje w przyszlosc. Czy juz to przezywalismy? Raczej tak. Ale po kolei.

Web 2.0 w swoim modelu biznesowym nie zaklada wlasciwie finansowania projektu ze srodkow wlasnych. No moze poza reklama, ktorej model jest prosty im wiecej klikniec i wyswietlen tym wiecej pieniedzy. Ciekaw jestem czy wplywy z reklam pokrywaja koszty dzialanosci? Gdzie jest break point, poza ktorym zaczyna sie to wszystko naprawde mocno krecic. Czy jedynym sposobem na to aby tego typu projekt nie padl jest pozyskanie zewnetrznego finansowania? Gielda lub prywatny inwestor, ktory wierzy (bardzo czesto nie rozumiejac na czym polega ten biznes), ze kupuje “przyszlosc”? To pytanie, ktore mnie nurtuje, czy porzadny model biznesowy, ktory zaklada realne zyski z dzialanosci juz jest przeszloscia?

Mam wrazenie, ze projkety web 2.0 tworzone sa z mysla li tylko i wylacznie sprzedazy. Projekty, ktore same z siebie nie sa w stanie sie utrzymac, gdyz nie maja opracowanego zrodla przychodow (a moze maja?) innego niz ciagle dofinansowanie i sprzedawanie. Oczywiscie dopoki taki projekt przyciaga uwage, dopoki jest modny, dopoty jest “w obrocie” znajduja sie kupcy, kupujacy za wieksza kase, dofinansowujacy i sprzedajacy dalej. Mysle, ze mozna na tym naprawde niezle zarobic, ceneo.pl zostalo sprzedane za 876 tys. funtow (!) za 75% udzialow, ile udzialowiec wprowadzi kasy w sam projekt nikt nie wie, reklama, usprawnienia silnika (co za tym idzie czas programistow) itd. itp. To wszystko kosztuje, a skąd ceneo czerpie zyski? Z prowizji sklepów? Z reklam? Ze sprzedawania danych osobowych? (to żart jest:) mam nadzieje, ze tak nie jest). Dla mnie to jest zastanawiajace i pouczające.

Ekonomia nie oparta na zyskach, oparta na handlu uwagą. Moje pytanie jednak brzmi, czy to faktycznie banka, ktora kiedys musi prysnac, bo ilez mozna dofinansowywac ciekawe bo ciekawe ale niezyskowne projekty? Co ciekawe projekty web 2.0 wiążą się z duzym ryzykiem, maja niskie bariery wejscia (niewiele pieniedzy potrzeba aby zaczac tego typu dzialalnosc) co wiaze sie z faktem, ze konkurencja moze pojawic sie doslownie w kazdej chwili. Na poczatkowym etapie to jest bardzo grozne, dodatkowo dochodzi rozproszenie uwagi co jest najwiekszym zagrozeniem dla serwisow web 2.0. Jesli tak naprawde pomysl nie jest nasz, tylko jest kopiowany z zachodu (serwisy typu digg, myspace, youtube itp.) to na tego typu pomysl moze wpasc kazdy.

Nie dosc ze kazdy moze wpasc, to jeszcze mamy potezna konkurencje na starcie www.digg.com, www.youtube.com, www.myspace.com czy www.linkedin.com. W swiecie internetu to wcale nie jest “za morzem” to sa dwa klikniecia, bardzo blisko. Bariera jest jezyk i specyfika kulturowa. W przypadku serwisow typu digg ma to duze znaczenie, gdyz inne informacje interesuja polskich diggerow a inne diggerow amerykanskich czy miedzynardowych, ale w przypadku serwisow typu myspace, czy linkedin, czy youtube to juz nie ma az tak duzego znaczenia, wiec konkurencja jest bardziej realna. Choc z drugiej strony gronu sie udalo, gratulacje, choc wciaz mnie nurtuje pytanie czy grono.net samofinansuje sie z reklam? Mysle, ze przekroczylo ten magiczny moment inwestowania i wreszcie zaczelo przynosic zyski. Wiec moze jednak nie o sama uwage chodzi? Moze jednak serwisy web 2.0 maja szanse przynosic realne, rzeczywiste pieniadze, takie ktore moga zainteresowac powaznych inwestorow, a nie tylko utrzymac na poziomie “dwa razy srednia krajowa pensja wlasciciela, ktory rownoczesnie jest glownym programista, bo nie stac go na wynajecie kogos”? Czego sobie i wszystkim w Nowym Roku 2007 zycze. Jesli ktos zna udane projekty internetowe nie oparte o web 2.0, to moze niech sie pochwali, chocby po to zeby pokaza, ze nie tylko web 2.0 polski Internet stoi. No chyba, ze juz nic innego sie tu nie dzieje:)