Zapomnij o zyskach, nadchodzi ekonomia uwagi

“Attention culture” haslo klucz ostatnich kilku miesiecy. Kultura oparta na uwadze, ekonomia oparta na uwadze.
Nie jest istotne czy przynosisz zyski, nie jest wazne rowniez, czy kiedykolwiek twoj biznes bedzie je przynosil. Najwazniejsze zeby byl w centrum uwagi. Dopoki jest modny, dopoty mozna go sprzedac z zyskiem, komus kto mysli, ze inwestuje w przyszlosc. Czy juz to przezywalismy? Raczej tak. Ale po kolei.
Web 2.0 w swoim modelu biznesowym nie zaklada wlasciwie finansowania projektu ze srodkow wlasnych. No moze poza reklama, ktorej model jest prosty im wiecej klikniec i wyswietlen tym wiecej pieniedzy. Ciekaw jestem czy wplywy z reklam pokrywaja koszty dzialanosci? Gdzie jest break point, poza ktorym zaczyna sie to wszystko naprawde mocno krecic. Czy jedynym sposobem na to aby tego typu projekt nie padl jest pozyskanie zewnetrznego finansowania? Gielda lub prywatny inwestor, ktory wierzy (bardzo czesto nie rozumiejac na czym polega ten biznes), ze kupuje “przyszlosc”? To pytanie, ktore mnie nurtuje, czy porzadny model biznesowy, ktory zaklada realne zyski z dzialanosci juz jest przeszloscia?
Mam wrazenie, ze projkety web 2.0 tworzone sa z mysla li tylko i wylacznie sprzedazy. Projekty, ktore same z siebie nie sa w stanie sie utrzymac, gdyz nie maja opracowanego zrodla przychodow (a moze maja?) innego niz ciagle dofinansowanie i sprzedawanie. Oczywiscie dopoki taki projekt przyciaga uwage, dopoki jest modny, dopoty jest “w obrocie” znajduja sie kupcy, kupujacy za wieksza kase, dofinansowujacy i sprzedajacy dalej. Mysle, ze mozna na tym naprawde niezle zarobic, ceneo.pl zostalo sprzedane za 876 tys. funtow (!) za 75% udzialow, ile udzialowiec wprowadzi kasy w sam projekt nikt nie wie, reklama, usprawnienia silnika (co za tym idzie czas programistow) itd. itp. To wszystko kosztuje, a skąd ceneo czerpie zyski? Z prowizji sklepów? Z reklam? Ze sprzedawania danych osobowych? (to żart jest:) mam nadzieje, ze tak nie jest). Dla mnie to jest zastanawiajace i pouczające.
Ekonomia nie oparta na zyskach, oparta na handlu uwagą. Moje pytanie jednak brzmi, czy to faktycznie banka, ktora kiedys musi prysnac, bo ilez mozna dofinansowywac ciekawe bo ciekawe ale niezyskowne projekty? Co ciekawe projekty web 2.0 wiążą się z duzym ryzykiem, maja niskie bariery wejscia (niewiele pieniedzy potrzeba aby zaczac tego typu dzialalnosc) co wiaze sie z faktem, ze konkurencja moze pojawic sie doslownie w kazdej chwili. Na poczatkowym etapie to jest bardzo grozne, dodatkowo dochodzi rozproszenie uwagi co jest najwiekszym zagrozeniem dla serwisow web 2.0. Jesli tak naprawde pomysl nie jest nasz, tylko jest kopiowany z zachodu (serwisy typu digg, myspace, youtube itp.) to na tego typu pomysl moze wpasc kazdy.
Nie dosc ze kazdy moze wpasc, to jeszcze mamy potezna konkurencje na starcie www.digg.com, www.youtube.com, www.myspace.com czy www.linkedin.com. W swiecie internetu to wcale nie jest “za morzem” to sa dwa klikniecia, bardzo blisko. Bariera jest jezyk i specyfika kulturowa. W przypadku serwisow typu digg ma to duze znaczenie, gdyz inne informacje interesuja polskich diggerow a inne diggerow amerykanskich czy miedzynardowych, ale w przypadku serwisow typu myspace, czy linkedin, czy youtube to juz nie ma az tak duzego znaczenia, wiec konkurencja jest bardziej realna. Choc z drugiej strony gronu sie udalo, gratulacje, choc wciaz mnie nurtuje pytanie czy grono.net samofinansuje sie z reklam? Mysle, ze przekroczylo ten magiczny moment inwestowania i wreszcie zaczelo przynosic zyski. Wiec moze jednak nie o sama uwage chodzi? Moze jednak serwisy web 2.0 maja szanse przynosic realne, rzeczywiste pieniadze, takie ktore moga zainteresowac powaznych inwestorow, a nie tylko utrzymac na poziomie “dwa razy srednia krajowa pensja wlasciciela, ktory rownoczesnie jest glownym programista, bo nie stac go na wynajecie kogos”? Czego sobie i wszystkim w Nowym Roku 2007 zycze. Jesli ktos zna udane projekty internetowe nie oparte o web 2.0, to moze niech sie pochwali, chocby po to zeby pokaza, ze nie tylko web 2.0 polski Internet stoi. No chyba, ze juz nic innego sie tu nie dzieje:)
If you're new here, you may want to subscribe to my RSS feed. Thanks for visiting!







January 9th, 2007 at 19:20
Kopiowanie pomysłów z USA, o ile nie jest się pierwszym który kopiuje nie ma moim zdaniem sensu, bo Grono czy Wykop w jakimś stopniu odniosły sukces. Jednakże to, że w tej chwili nie widać, aby serwisy Web 2.0 same się utrzymywały, nie oznacza to że nie będzie tak w przyszłości. Tutaj wydaje mi się jest kwestia kreatywności w wymyślaniu nowych form reklamy. Poza tym, jeśli ma się w swojej bazie danych 3mln ludzi (Grono jeśli się nie mylę tyle ma), dodatkowo doskonale sprofilowanych, to chociażby mailing może być wart bardzo dużo.
Ceneo.pl nie jest dobrym przykładek. Zostało kupione przez Allegro moim zdaniem tylko dlatego, że zauważyli w porównywarkach potencjalną przyszłą konkurencję dla siebie. Allegro zgarnia 60% wszystkich transakcji internetowych w Polsce. Oprócz tego ceneo.pl przynosi zyski. Jeśli się nie mylę w Grudniowym miesięczniku Forbes pisali o około 100 tysiącach zysku, ale NIE jestem tego pewny - musiałbym poszukać tej gazety i sprawdzić. Ceneo albo bardzo silnie zwiąże się z Allegro (może stanie się częścią Allegro?), albo będzie rozwijane w tym samym kierunku jak dotychczas, tyle że zysk będzie szedł do Allegro:) Kupno ceneo.pl uważam za dobry pomysł.
Nie tylko Web 2.0, ale wszelkie projekty internetowe mają niską barierę wejścia:)
January 10th, 2007 at 11:58
Ceneo o tyle jest dobrym przykladem, ze zostalo kupione za calkiem konkretna kase.:) kopiowanie pomyslow z USA ma sens, choc na pewno mniejszy niz wymyslanie swoich. Duzo wiecej jestesmy w stanie wygrac wymyslajac swoje modele biznesowe, naet jak nam sie nie uda to i tak zostanie doswiadczenie:)
Co do grona, grono faktycznie jest skopiowanym pomyslem z USA,ale zaskoczylo i sie sprawdzilo, jesli faktycznie maja 3 mln rekordow w bazie, no to mozna faktycznie zyc juz tylko z mailingu, ale przestroga dla innych kopiujacych, pozostale serwisy spolecznosciowe raczej slabo przeda:)
Nie wszystkie biznesy internetowe maja niska bariere wejscia, gdybysmy chcieli zrobic biznes np. drukujac cos na koszulkach, to oprocz samej strony www musimy kupic np. maszyne drukujaca. Biznesy Web 2.0 charakteryzuja sie tym, ze sa calkowicie wirtualne, nawet siedziba nie jest Ci niezbedna, sa biznesy gdzie musisz miec magazyny, zatrudnionych ludzi, komputery, maszyny itp. itd. I wciaz jest to biznes internetowy, jesli glownym kanalem dystrybucji jakis produktow jest Internet.
Dlatego w porownaniu nawet do prostego sklepu internetowego Web 2.0 ma nizsza bariere wejscia. I tu i tu potrzebujesz oprogramowanie (ok, w przypadku sklepu mozna wykorzystac jakis “Open” sklep jest tego pelno, ale zalozmy ze robimy swoj) ale do sklepu musisz kupic produkty (nawet jesli kupujesz je w momencie zakupu to i tak jest ryzyko, ze ktos nie zaplaci, za zwrot przesylki trzeba zaplacic itd.) do projektu web 2.0 nie. I tak przyklady mozna mnozyc web 2.0 jest prawie, ze bezkosztowe (oprocz kosztow oprogramowania i ewentualnej reklamy czyli zdobycia uwagi). Dlatego smiem twierdzic ze web 2.0 szczegolnie ma niskie bariery wejscia, nizsze niz inne biznesy internetowe. Stad oczywiscie narazone jest na wieksza konkurencje.
January 10th, 2007 at 23:58
OK, co do bariery wejścia serwisów Web 2.0 zgadzam się. Przekonałeś mnie. Faktycznie tutaj wystarczy hosting strona internetowa i nic poza tym:)
January 13th, 2007 at 2:01
- nie widzę nic złego w tym, że ktoś tworzy coś z myślą, aby to za jakiś czas z korzyścią sprzedać
- rzeczywiście gros przedsięwzięć web20 nie wygląda tak, jakby miały docelowo funkcjonować, jako samodzielne podmioty
- myślę, że inwestorzy (a są to głównie VC) nie wykładają pieniędzy w ciemno; nawet jeżeli mają tylko i wyłącznie nadzieję odsprzedać udziały yahoo, czy innemu google’owi to szacują to dokładnie - zwłaszcza po pierwszej bańce
- bariera wejścia w tym momencie jest już tylko pozornie niska - co z tego, że wystarczy kawałek serwera i łącze - przy takim natłoku inicjatyw web20 nawet mnie jest już trudno namówić do założenia następnego konta (całe szczęście niektórzy już domyślili się, że trzeba jednak pokazywać kawałek usługi przed namawianiem do następnego login-a)
- co do Polski: jeżeli powstające obecnie inicjatywy nie będą projektowane, jako ponadregionalne, to “bida bracie”
January 14th, 2007 at 14:54
@Konrad:
- ja tez nie widze nic zlego w tworzeniu czegos po to aby to cos pozniej sprzedac, zauwazam tylko pewne niebezpieczenstwa i pulapki z tym zwiazane
- i wlasnie to jest glowne niebezpieczenstwo “attention” sie kiedys skonczy bo laska mediow na pstrym koniu jezdzi (Internetu rowniez) i ktos na koncu sie natnie:) Warto o tym pamietac:)
- problem polega na tym, ze duzo kapitalu wrzucanego w Internet to kapital tzw. spekulacyjny obliczony na szybki zysk, w krotkiej perspektywie, nie szacuja ryzyka na lata do przodu, nie nagradzaja pomyslow z solidnymi podstawami ekonomicznymi, tylko te najbardziej “trendy, jazzy, czy foxy” (niestety zgubilem sie, ktore jest ostatnio modne). Oczywiscie to nie jest zle, zle jest dla rynku w ogole, bo prowadzi do zlaman koniunktury (tak wlasnie powstala banka internetowa, za duzo kapitalu spekulacyjnego a za malo analizy fundamentalnej)
- konkurencja owszem jest duza, ale to dla rynku akurat dobrze:)
- co do inicjatyw ponadregionalnych..oj Panie tu jest dopiero bida:) bo to trzeba pomysl miec:) a nie zrobic drugi digg, drugi myspace i drugi linkedin (zeby tam drugi, czwart, piaty, piecdziesiaty).
January 14th, 2007 at 16:16
@Cyber
- jeżeli chodzi o inwestycje w łebwazero to szczerze polecam Freda Wilsona avc.blogs.com i Howarda Lindzona howardlindzon.com - goście, którzy obracają milionami, a piszą bez tak mnie męczącego zadęcia, a poza tym można z nimi nawet pogadać
- cieszę się, że się zgadzamy, bo bardzo rzadko mi się to ostatnio zdarza
- czyli to jednak Wiatr ma rację? http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,68367,3689696.html
z jednej strony smutne, ale z drugiej potwierdza moje spostrzeżenia
January 17th, 2007 at 16:58
@Konrad
- moze Ty po prostu konfliktowy jestes?:)
- co do zakladu Wiatra z Tomkiem Czechowiczem, to poza pieknym PR, ktorym mozna sie zachwycac do woli, to to straszny belkot jest:) Jaki gigant hi-tech?!?! Skad?!? Ja wiem, ze chcielibysmy wierzyc, ze wspaniala szarza niczym husaria pod Kircholmem zdobedziemy rowniez Internet, ale to jest wlasnie belkot. Nie wierze, zeby Tomek wierzyl w tego giganta hi-tech. Choc z drugiej strony..wierzyl w poland.com wiec moze? W kazdym badz razie dla mnie to totalna pokazowka. Robiaca PR dwom konkretnym osobom i dwom konkretnym funduszom inwestycyjnym, natomiast nie wnoszaca kompletnie nic do dyskusji nad stanem polskiego Internetu.
February 16th, 2007 at 21:02
Co do polskiego łeb-dwa-zero, to przede wszystkim wszelkie porównania z amerykańskim rynkiem uważam za nieuzasadnione, choćby ze względu na diametralne różnice skali i wielkości. Po drugie fundusze VC w Polsce to głębokie powijaki i można je zapewne policzyć na palcach jednej ręki (odnosząc się oczywiście do usa). Więc kto ma kupować te serwisy w Polsce, zwłaszcza, że nadal nie ma jasnych modelów biznesowych dla tego typu przedsięwzięć?
Przykładowo, czy można uznać, że grono odniosło sukces? 3 miliony profili? Uważam, że to nie najlepszy wyznacznik, zwłaszcza gdy zbadamy odsetek aktywnych w tej grupie. Poza tym to nie ilością ludzi lecz ilością i wartością contentu jaki tworzą powinno mierzyć się wartość serwisu. Ale choćby i 3 miliony aktywnych - czy codzienne mailingi do takiej grupy zapewnią serwisowi pokrycie kosztów technologii i serwerów? Nie mówiąc już o tym, że po miesiącu codziennie wysyłanych reklam ich efektywność spada do zera, reklamodawcy wycofują się, a połowa wkurzonych użytkowników nigdy więcej serwisu nie odwiedzi
Wracając do tematu, kto ma kupować te serwisy w Polsce? Tylko portale. Onet, WP, może Interia, Gazeta, ewentualnie mniejsi gracze. To jednyna rozsądna droga portali do zwiększania przewagi i budowania zasięgu tanim kosztem i jednocześnie jedyna szansa dla potencjalnych sprzedających. Onet niedawno kupił blog.pl, wcześniej digart.pl - serwisy dojrzałe, kilkuletnie, z porządnym contentem i bazą użytkowników.
Ale jeżeli ktoś liczy na sprzedaż swojego start-upu po pół roku działalności portalowi za przysłowiowe miliony, czeka go najprawdopodobniej zimny prysznic. I obawiam się, że wiele polskich projektów web2.0 może przeżyć głębokie rozczarowanie.
Ale i tak będą powstawać. Amerykańskie ceny przejęć rozbudzają wyobraźnię…
Pozdrawiam