Odchudzanie przekazu

Zastanwil mnie ostatnio pewien fenomen. Z jednej strony telewizja nowej generacji “N” reklamuje jako niesamowita przewage konkurencyjna rozdzielczosc HD, z drugiej zas strony niesamowity sukces serwisu “YouTube” rowniez serwujacy nam filmy, ale w zgola odmiennej jakosci od telewizji “n”. Jak to jest z tym obrazem, dzwiekiem, slowem? Czy naprawde potrzebujemy wysokiej jakosci przekazu, czy moze liczy sie dla nas sama tresc jaka ten przekaz niesie.
Internet jako medium pokazuje, ze tak naprawde tresc jest wazniejsza od formy. Duzo lepiej niz na przykladzie telewizji widac to na pryzkladzie prasy. Przez dlugi okres czasu inwestowano w coraz to lepszy papier, bardziej kolorowe okladki, lepszych fotografow. A tu nagle wchodzi Internet, ktory oferuje nam de facto gola tresc, nie mozemy jej dotknac, poczuc zapachu, atmosfery z tym zwiazanej. Muzyka w mp3?
Oczywiscie, jakosc kiepska ale wazna jest mobilnosc, darmowa wymiana.
Co to pokazuje?
Piramide Maslowa w produktach kulturalnych. Pamietamy z podstaw ekonomii taki twor jak piramida Maslova, kolejnosc zaspokajania naszych potrzeb jest prosta: najpierw potrzeby podstawowe, jedzenie, picie, tlen, potem potrzeby bardziej skompliowane.
Dla zainteresowanych link:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
Czy podobna piramidę udałoby się stworzyć dla dóbr kulturalnych? Co jest najważniejsze w przypadku produktów kulturalnych?
Cena? Dostępność? Mobilność? Jakość?
W jakiej grupie docelowej?
W dobie Internetu, kiedy pod dyskusje poddaje się wszelkie metody dystrybucji kultury pytanie jak najbardziej na miejscu. Pytanie przed, którym stają obecnie wszyscy wytwórcy dóbr kulturalnych (jak to cudownie brzmi:)) - muzycy, pisarze, poeci, dziennikarze, bloggerzy, malarze, graficy, filmowcy i wielu, wielu innych twórców. Digitalizacji ulega praktycznie wszystko. Już pare osób i instytucji przejechało się na zakazie dystrybucji, tracąc sympatię klientów. Gazety dzień w dzień scierają się z problemem spadającej sprzedaży. Ktoś słusznie kiedyś zauważył że te gazety (newspapers), które zrozumieją, że sa bardziej “news” niż “paper” przetrwają. Z drugiej strony wszyscy pamietamy ś.p. Napstera czyli wielki sukces koncernów w walce z darmowa dystrybucją muzyki (zwaną przez niektórych piracką - słusznie czy nie to też sprawa dyskusyjna). Przyszłośc to zapewne wynik walki pomiędzy interesami koncernów i oddolnym naporem użytkowników, którzy chća taniej, więcej, lepiej. Trochę to potrwa zanim się zmienic, ale już widać zmiany. Warto się chwilę zadumać nad przyszłoscią kultury i jej dóbr.
If you're new here, you may want to subscribe to my RSS feed. Thanks for visiting!







May 24th, 2007 at 0:03
Nie uwazam, by internet niosl gola tresc, raczej coraz bardziej ozdobne fleszyki nie niosa w sobie nic poza ozdobnymi fleszykami.
Nie zgadzam sie, ze forma upadla, to po prostu zalew tandety, historycznie udokumentowany, ktory juz kilka razy mial miejsce (np. etapy industrializacji w XiXw., czy upadek Rzymu) i znow sie pojawia.
Dlaczego mam racje? Zaprzyjazniony sprzedawca od kompow opowiedzial mi wlasnie jak sprzedawal ostatnio komputer Chinczykowi i tenze biznesmen nie chcial slyszec o niczym, co pochodzilo z Chin, zadne tam lenowy czy trusty. Sytuacja miala miejsce oczywiscie w pl.
20% ludu generuje 80% przecietnych potrzeb, wlasnie przygotowuje posta na ten temat - wiec nie masz racji Drogi Cyberscyzorze, to swiat zalewaja nowi Wandale, ktorym wystarczy, ze buczy, a nie ze gra, 20% spoleczenstw spycha nas, 80% wiekszosc w coraz wiekszy niebyt - wmawia sie nam, ze otoczka produktu jest niewazna… Na razie na szczescie jestesmy wciaz wiekszoscia, dlatego gazety wciaz sie ukazuja, nikt nie lubi czytac z ekranu, a kina i przemysl filmowy, ktore mial zabic VHS w 2. polowie lat 80. dzis rzadza rynkiem i rozwalaja takie przedsiewziecia (slusznie czy nie) jak Napster, a z naszego podworka p. Gutek (nawaisem mowiac mily pan i duzej klasy fachman), ktory zamiast wspierac mlodych i wychowywac sobie kadre, woli dzieciaki z napisy.org zamknac we wiezniu.
Nie masz racji - 80% spoleczenstwa odnalazlo internet i tam przenioslo zaspokajanie potrzeb, ktorych nie mogli zaspokoic w massmediach, potem jednak massmedia zauwazyly, ze jest internet i tam dotarly ze swoja produkcja i zadza zarobku… To o czym piszesz i mowisz juz bylo - przed 1990 rokiem, w dobie goverow i entuzjastow oraz usenetowcow w necie byla gola tresc - dzis internet to globalna kloaka, i jak ona, rownie przasna i bura, nie daj sie zwiesc kolorowym piorkom, w ktore sie ubrala.
Wiem, co mowie, zylem w tamtych czasach, dzis jest mi trudno znalezc w necie ulubiona plyte Classix Nouveaux. Decydujaca dwudziestka nie lubi CN, wiec nie ma go w sieci…
May 24th, 2007 at 0:09
[…] w odpowiedzi na post Cybera tutaj: […]
May 24th, 2007 at 20:57
Najpierw był to komentarz do innego wątku, ale uznałem te słowa za zbyt poważne, by skrył je niebyt i lepsza forma postu dla niego. W sumie tydzień się zastanawialiśmy, czy w ogóle zabierać głos w tej sprawie, bo jeszcze jakiś burak pomyśli, że nie lubimy policjantów albo p. Gutka, którego znam, słabo bo słabo, ale osobiście, za to popieramy piratów - w sumie ludzie nie takie rzeczy mogą wymyślić - zawsze jest tak, gdy się nie potrafi czytać ze zrozumieniem.
Chęć obrony pewnych pryncypiów (prewencja lepsza niż penalizacja) w kraju, w którym chciano mnie kilka tygodni temu wsadzić do więźnia za oglądanie fotek niejakiej Deuxmy, czy innej ładnej pani przeważyła:
“Wczoraj mimochodem napisalem o akcji p. Gutka i prosze - dzis znalazlem list otwarty “mlodziezowki” http://hatak.pl/ . Oczywiscie naganne jest posiadanie 2000 nielegalnych plyt z filmami i handlowanie nimi, jak podawaly przekazniki i tu w ogole nie zamierzam nikogo bronic, ale dlaczego wcale mnie nie dziwi nastepujaca fraza w ich liscie otwartym:
“Na zakończenie, podobnie jak podczas wspomnianej zeszłorocznej akcji przeciwko tłumaczom i serwisom udostępniającym ścieżki dialogowe, popularnie zwane napisami lub subami, chcemy wyciągnąć rękę w kierunku lokalnych, rodzimych dystrybutorów i podjąć kolejną próbę nawiązania wzajemnej współpracy. Próbowaliśmy zaoferować nasze doświadczenie wspomnianym firmom niejednokrotnie, czy to indywidualnie, czy to grupowo. Niestety nie doczekaliśmy się żadnej, nawet negatywnej odpowiedzi. Uważamy, że możemy wnieść do świata polskich dystrybutorów, jak do kin, tak na “rynek drugiego oddechu”, jakim są wypożyczalnie i sklepy z filmami DVD, tak niezbędną tam świeżość i zaangażowanie.”
Zawsze bede uwazal, ze lepiej, by te dzieciaki za marna pensje, albo nawet “pocaluj mnie w dupe” pracowali u p. Gutka, czy innego dystrybutora i wydawcy, niz by zdobywali zlodziejskie szlify we wiezniu i za kilka lat zabily mnie za telefon komorkowy po 21. na mojej ulicy - skoro Panstwo nie daje mozliwosci rozwoju, dlaczego my im nie pomozemy i nie zorganizujemy czasu wolnego?
Znam srodowisko dystrybucyjno-wydawnicze, dzieciaki moga sciemniac, ze pukali “do raju bram” w poszukiwaniu zajecia, ale jakos trudno mi w to uwierzyc, to co pisza w tym ww. fragmencie to rzeczywistosc made in pl, ktora jest mi znana i przez to wielce prawdopodobna.
Wiekszosc tych domoroslych tlumaczen byla pewnie slabsza niz oficjalne wydania, ale i dystrybutorzy maja swoje za uszami. Pamietam szumne zapowiedzi z 97 r., jak to beda rozne napisy w roznych jezykach na jednej plycie i bedzie sie mozna uczyc jezykow, jako uzasadnienie dla ceny nowego nosnika jakim mial byc DVD… co dzis z tego mamy? W pogoni za zyskiem, na wreszcie normalizujacym sie rynku, dystrybutorzy zamiast przegrupowac sily obcinaja dodatki, wersje jezykowe itd. Byle utrzymac dochod sprzed lat, nawet jesli przedszkolak rozumie,z e sie nie da.
Najgorsze sa pod tym wzgledem tzw. hajendowe niszowe wydania dla koneserow, gdzie najczesciej jakis zblazowany lektor czyta beznamietnie z kartki na oryginalnym soundzie. Zapomnij o napisach rodzimych, zapomnij o napisach w ogole i gdzie ta mozliwosc nauki jezykow, symultaniczna nauka to jest cos, ale chyba tylko dla klientow?!
A reklamy zaszyte w menu, ktorych nie da sie przewinac, pomimo, ze nabylem legalnie droga kupna-sprzedazy nosnik i tam reklam byc nie powinno, bo nie dostalem produktu za darmo? Wydawcy i Dystrybutorzy maja sporo za uszami, tyle, ze maja tez pieniadze i sile w wymuszaniu respektowania swojej uprzywilejowanej pozycji, o czym bedzie jeszcze pod koniec. A federacji konsumentow silnych na wzor niemiecki u nas nie ma.
Na szczescie klient ma jeszcze jedna bardzo grozna bron - moze zaprzestac kupowania oszukanych bubli i z tym wlasnie mamy w tej chwili do czynienia w pl i jeszcze jedno: coz, to nie my klienci ladowalismy po 5 filmow do jednej gazety, co zepsulo rynek i pozbawilo producentow dochodow. Warto posprzatac najpierw na swoim podworku a potem brac sie za sasiada - to stara prawda
A moze juz wydawcy zapomnieli, jakim echem odbilo sie wydawanie tzw. plyt DTS -ES 6.1, gdzie stereofoniczny dzwiek (taka kopia na Midem jest tansza) w domowym polskim warsztacie rozciagano do 6 kanalow dzwiekowych i sprzedawano jako original 6.1. Oczywiscie calosc przyklepana polskim lektorem, od ktorego nie mozna uciec.
A chwyt byl prosty - specyfikacja DTS-ES nie wspominala, ze na plycie powinien byc tzw. znacznik ilosci kanalow i co ten znacznik powinien identyfikowac. Mozna wiec bylo wgrac na plyte oszukany znacznik, ktory przestawial DSP DTS na prace dookolna, tylko, ze w kanalach dodatkowych dzwiek byl rownowazny 2.0, a nie 6.1. Ktos zapomnial, Polak wykorzystal.
Jakos wydawcy nie moga zrozumiec, ze Bruce Willis czy Kim Basinger maja swoj glos i ja kupuje film dla jej glosu takze (bo to jeden ze srodkow gry aktorskiej) a nie tylko dla jej cycków, na pewno nie dla glosu jakiegos lektora z Bozej laski… Nigdy nie zapomne rozczarowania zwiazanego z zakupem takich edycji filmow jak Leon Zawodowiec czy Piaty Element (czy to aby nie p. Gutek firmowal to przedsiewziecie?)
Reasumujac, nie dziwie sie, ze rynek - w odpowiedzi na zapotrzebowanie klientow z gornej polki, skoro nie dostawali tego co chcieli, i co im obiecywano wprowadzajac drogie DVD na rynek, w ramach zaplaconych 69,99 zl - wiec rynek ten zareagowal i wypelnil nisze, dzieki ktorej jesli dystrybutor potraktowal swoich klientow z buta w jednym regionie, to klienci naprawiali pomylke lub zla jego wole sciagajac inne wersje jezykowe z innych regionow. Czym jestem gorszy od rezydenta USA, ze sie mnie pozbawia dodatkow, sciezek dzwiekowych (slynna afera z Pearl Harbour), a zada sie ode mnie kupowania polskiej niekompletnej wersji za wieksze pieniadze niz rezydent USA?!
Taka sytuacja miala tez miejsce ze sciaganiem blokad regionalnych w odtwarzaczach - dzis sa juz obecne chyba tylko z powodow nie uchylonego zapisu w licencji na DVD, jakos nikt juz nie wchodzi do domow i nie odbiera tzw. nielegalnych odtwarzaczy - ich nielegalnosc byla mocno watpliwa oczywiscie, bo skoro zaplacilem niepranymi pieniedzmi za niego i przeszedl odprawe celna w Unii to jaki on nielegalny. Ile wydawcy i dystrybutorzy stracili na tym pomysle, ktory mial nas segregowac i pomagac w kontrolowaniu nas jak bydlo?
A Tworcy reprezentowani przez takich kolesi?
A najgorsze w calej tej sprawie jest to, ze czlowiek sie zastanawia stajac w obronie pewnych oczywistosci (ze lepsza swietlica niz cela), czy i do niego w charakterze zemsty kaffkowskiej nie zapuka zaloga G i Miś Kolargol - w tym kraju wystarczy znalezc czlowieka, bo paragraf na niego juz jest - ladnie zescie poprowadzili ten kraj, Rzadzacy, ze zwyczajny obywatel-klient najpierw sie zestracha, nim wypelni obywatelski obowiazek i upomni sie o swoje klienckie prawa… no comments “
May 25th, 2007 at 10:55
Natura nie znosi prozni i pustki. Nie wierze w to ze 80% spoleczenstwa to ludzie dla ktorych jakosc przekazu jest tak wazna, wierze ze to dla 20% spoleczenstwa ta jakosc jest niezwykle istotna. Wierze rownez ze te 20% jest w stanie zaplacic za jakosc duzo wiecej, na pewno nie na tyle zeby zrobic 80% przychodzu firm, ale mysle, ze to bardzo wazna grupa, tyle ze niszowa. Internet to takie medium gdzie ta niszowosc nie ma az takiego znaczenia. Efekt “dlugiego ogona” dziala tu wyjatkowo dobrze, dzieki temu efektowi te 20% szukajace jakosc ma latwiej, ma do dyspozycji lepsze narzedzia wyszukiwarek, wiekszy dostep do podobnych hobbystow, fanow itd. Wiec summa summarum maja lepiej. Ale zgadzam sie z Toba, ze mamy przed soba zalew tandety, i to nie dlatego, ze “akurat jest taki okres” postindustrialny, postmodernistyczny czy jakikolwiek, ale dlatego, ze do glosu doszly tzw. “masy” a masy lubia tandete, to niestety zasluga szerokiego dostepu do Internetu, wstarczy spojrzec na komentarze na onecie, tandeta, informacje na onecie? tandeta, muzyka? tandeta… i nie mowie tu o jakosci nagran mowie o muzyce same w sobie, machina popowa promuje utwory, ktore maja najprostsze frazy, bity, kiepskie slowa, to wszystko jest swietnie opakowane i idzie w swiat i zarabia ogromne pieniadze, a masy to lykaja. Taki mamy swiat i dlatego zalewa nas tandeta, jedyna szansa ze masy sie kiedys wyedukuja, beda wysublimowane, inteligentne i z klasa…Bo Intrnet pozwolil masom przemowic, kazdemu z osobna i wszystkim razem… I tylko jesli masy zmienia swoj charakter to reszta (rowniez te wielkie machiny koncernowe) beda sie musialy dostosowac, nie beda mialy wyjscia, tylko…czy komukolwiek na tym zalezy? Kto chce miec wyedukowane masy?
May 26th, 2007 at 5:24
[…] Jak już wspominałem, długi czas nosiłem się z zamiarem opisania zjawiska, które niejednego zdziwi. Do wczoraj myślałem, że zdziwi tylko laika, ale przekonałem się, że i branżowcy nie wierzą w zasadę 80-20 i teorię dystrybucji Vilfredo Pareto. Mr. Pareto był włoskim ekonomistą, kładącym podwaliny pod późniejsze zasady i teorie tak w ekonomii jak socjologii a nawet politologii (teoria krążenia elit), jego zwolennikami byli zarządcy wielkich korporacji ale i Mussolini, dlatego nie dziwi mnie fakt, że pytania o niego i jego prace były tak liczne na egzaminach, które swego czasu zdawałem tak na ekonomice jak i na ekonomii […]
May 26th, 2007 at 5:36
“Podsumowując, przed internetem sporo zagrożeń, a nowa rewolucja może zawalić się pod ciężarem własnej miałkości… i wtedy znów obudzimy się z pilotem w ręce do odbiornika VOD - Video On Demand (obraz na zamówienie) i będziemy sobie mogli zamówić ulubiony film, pod warunkiem, że będzie to jeden z 10 aktualnie dostępnych i przygotowanych przez kogoś tam, po drugiej stronie ekranu :D.
Czy nie przypomina wam to czegoś?”
To tylko fragment większej całości:
http://www.creamteam.imfrom.eu/blog/index.php/2007/05/26/dlaczego-znow-nic-nie-ma-dla-mnie-w-tv-w-kinie-prasie/
May 30th, 2007 at 0:14
[…] Bateryjki wysiadły, a ja zobaczyłem Wuja: bo to było na wycieczce do wawy i przejeżdżaliśmy właśnie koło zoo i tam Wujo Brunatny Miś Bardzo Brutalny - siedział taki smutny na wybiegu - i otworzyłem okno w aucie Cyberscyzora i zacząłem wołać do Wuja - Wuju! - ale mnie nie usłyszał… Irenne i Cyberscyzor świadkiem… że to głupie było, bo niby jak mnie miał usłyszeć z drugiego pasa, tego bardziej od krawędzi, bo Cyber jeżdzi szybciuchno? A co wpatrywanie się w ten idiotyczny billboard, który tam wisiał na budynku, to niby mądrzejsze jest? Trza chronić komórki szare, zwłaszcza, jak się nie ma ich za dużo! […]